Z truskawkową Blogerką, Iwoną zgłębiałyśmy temat naparstków z Hiszpanii, o jakie powiększyła się Jej kolekcja. Obiecałam, że w nowym wpisie pokażę moje okazy, zdobione w charakterystyczny dla tego kraju sposób.
Iwona zastanawiała się, czy tego typu naparstki mogą być ręcznie malowane. Szczerze mówiąc, po obejrzeniu dwóch moich maleństw (upolowanych w sieci naparstków z miejscowości Salamanca oraz z Barcelony), nie jestem już taka przekonana, że to typowa, taśmowa produkcja :) Nie mniej jednak, "rozmach" z jakim są barwione wskazuje na to, że albo robi to maszyna albo ludzie w wyjątkowo wymagającym tempie. Na pewno maszynowo przygotowywane są formy do tych pamiątek.
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Jak obiecałam, tak też zrobiłam. Wczoraj w drodze do domu, zupełnie znienacka, przypomniało mi się, jak (chyba) robiłam te moje zdjęcia naparstkowe - no więc, prosto niezwykle, na automatycznym "makro"! Zrobiłam dzięki temu porządki i jestem na bieżąco, na dzień wczorajszy (bo już lecą kolejne skarby) kolekcja liczy 1149 okazów.
Niestety, jak to bywa z seriami i moją znajomością niektórych tematów - na przykład gatunków ptaków - nie potrafię moich nowych skarbów profesjonalnie ponazywać. Ani na sygnaturach, ani też na frontach naparstków nie zamieszczono informacji o bohaterach obrazków. Póki co, maleństwa po prostu ponumerowałam i będę próbowała znaleźć gdzieś te ptaszyska. A może Wy któreś z nich znacie?
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Już tydzień temu wymyśliłam sobie, że czas najwyższy - po przerwie ślubnej i ślubno-organizacyjnej - wrócić do naparstkowego blogowania, no i... - ku mojej rozpaczy - zapomniałam, w jakim trybie robiłam zdjęcia. W związku z powyższym, tymczasowo obraziłam się na aparat. No nie umiem, nie wiem, nie pamiętam, a tak ładnie wychodziły na tym jasnym tle. Co więcej, było to jakieś wielce proste rozwiązanie, nie wymagające wspinania się na wyżyny fotograficznych umiejętności, czego mistrzem niestety nie jestem, bo aparat mam całkiem niezły, ale z jego możliwości niestety nie czerpię. Nie umiem zmieniać przesłon, zasłon i czasów naświetlana i nadal korzystam z gotowych lub półgotowych rozwiązań, no kompletnie nie mam do tego cierpliwości, choć bardzo bym chciała.
To takie moje się pojawienie i wytłumaczenie i obiecuję Wam, że na dniach zrobię jednak kolejne podejście do sprzętu. Mam nadzieję, że tym razem udane :)
Z połączenia moich dwóch pasji powstały nowe kolczyki i klipsy. Do ich wykonania wykorzystałam lekuchne połówki naparstków. Efekty możecie zobaczyć poniżej :) Skarby znajdziecie jak zawsze w Ikati Jewellery.
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Do kolekcji dołączyło kilka nowych, pięknych naparstków. Sześć cacuszek, które przybyły do mnie z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji i Austrii to porcelanowe, obowiązkowe pozycje kolekcjonerskie. Wszystkie są sygnowane, a cztery z nich upolowałam z certyfikatami, które - jak tylko znajdę chwilę czasu - pojawiać się będą na stronie kolekcji. "Przełożenie" wszystkich skarbów ze starego miejsca w nowe jest jeszcze w kompletnych powijakach, zupełnie nie znajduję na to czasu, a tak bardzo bym chciała. Poza tym, im dłużej, tym trudniej, bo kolekcja cały czas się rozrasta! Mam nadzieję, że - mimo wszytko - powolutku mi się to uda.
Zbiór niemiecki powiększył się o zające ze znakomitej wytwórni König Porzellan oraz ważkę Arzberg, na którą bardzo długo polowałam. Nie dość, że nareszcie mi się udało, to zapłaciłam za nią grosze :)
Jak zaznaczyłam na wstępie, dzisiaj będzie międzynarodowo. Poniżej możecie podziwiać naparstki: angielski Sutherland, grecki Apollon Porcelain (podobnie jak ważka, wielce wyczekiwany), hiszpański Rex Porcelanas i austriacki Wilhelmsburg. Razem to już 1134 naparstki!
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Jakże sympatycznie mi dzisiaj. Znalazłam moją kolekcję na stronie Polskich rekordów i osobliwości. Ubawiłam się serdecznie zamieszczonymi fotkami sprzed kilku lat. Kolekcja na dzień dzisiejszy liczy już 1131 okazów, o czym poinformowałam przez panel kontaktowy, może nastąpi aktualizacja :)
Jako wielka kociara, nie mogłam sobie odmówić zaopatrzenia się w kolejne "puchate" naparstki. Ich "puchatość" sprowadza się do miękuchnego charakteru zwierzaków, które prezentują. Niespecjalnie można czerpać przyjemność z głaskania tych ceramicznych drobiazgów.
Na ceramiczne, kocie figurki polowałam już od jakiegoś czasu. I tak, kilka dni temu przyleciała do mnie walentynkowa kocia para oraz zawstydzony rudy borsuk. Wszystkie skarby są ręcznie malowane. I jak Wam się podobają? No i jeszcze (odwieczne) moje do Was pytanie: kot czy pies? :)
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Upolowałam dwa pierwsze w mojej kolekcji posrebrzane naparski wytwórni Hummel (przy okazji dowiedziałam się, że hummel po niemiecku to trzmiel). Jak zawsze, zależało mi na tym, żeby nie przepłacać, stąd trochę to trwało, ale wreszcie mam dwa okazy z chłopięcymi buziakami.
Naparstki są sygnowane, oznaczone datami 1983 (first edition) i 1984. Pochodzą z limitowanej edycji. Metalowe drobiazgi ozdobione są kolorowymi emaliami przedstawiającymi dzieci.
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
|
|