Na pierwszym blogu poświęconym mojej kolekcji pisałam już o tym, jak przechowuję swoje skarby (na tym blogu wpis ten pojawił się w języku angielskim). Pomyślałam, że mogłabym pokusić się o małą aktualizację w tym temacie.

Wszystko zaczęło się w 2004 roku. Początkowo kolekcja zamieszkiwała niewdzięczną przestrzeń na szczycie szafy. Naparstki ustawiałam mniej lub bardziej tematycznie, jednak - w miarę upływu czasu - powoli zaczęło brakować pomysłów na jakiś klucz do tego ustawiania. Cały zbiór mieścił się w licznych pudłach i pudełeczkach i kompletnie nie nadawał się do prezentacji, a i ja nie mogłam cieszyć nim oczu.
W miarę rozrastania się zbiorów, rozpoczęłam poszukiwania jakiejś rozsądnej formy przechowywania. W internecie natknęłam się na zdjęcia pięknych gablot, stworzonych z myślą o naparstkach. Były to różnych gabarytów ścienne gabloty z maleńkimi przegródkami, w większości przypadków każdy naparstek miał własną komórkę. Naturalnie, zamarzyłam o wejściu w posiadanie czegoś takiego. Szybko jednak okazały się one sprzętem nieosiągalnym. Znalazłam je bowiem jedynie za granicą. Koszt ich sprowadzenia w wielu przypadkach przewyższał cenę samych półek. Rozpoczęły się poszukiwania mistrza, który takie cuda mógłby wykonać na zamówienie.
Po licznych perypetiach ze stolarzami rozmaitych formatów, pomysł umarł śmiercią naturalną, jako nierealizowalny i kropka. Który stolarz "bawiłby się" z taką drobniną, podczas gdy może spokojnie robić drzwi i regały, masowo i za grubą kasę? Chwilowo w ogóle pomysłów zabrakło.
Powoli zaczęły się krystalizować pomysły na samodzielne wykonanie półek. Taka produkcja od początku do końca, jak można się domyślać, wydawała się niespecjalnie realna...

Gabloty zawisły w całej okazałości w listopadzie 2006 roku i są wariacją na ikeowskich blatach - Tata wyposażył je w dodatkowe poprzeczki i przystosował do zawieszenia na ścianie, a ja razem z Mamą zajęłam się malowaniem. Do dziś znakomicie spełniają swoją funkcję i to w nich zamieszkuje znakomita część mojej kolekcji.

Niedawno zaczęły się w Polsce pojawiać gabloty przeznaczone specjalnie do przechowywania różnego rodzaju drobiazgów (samochodzików, naparstków czy łyżeczek). Po ośmiu latach od pojawienia się moich pierwszych naparstków, dorobiłam się gabloty z prawdziwego zdarzenia, która jest ozdobą naszego salonu. Także, jeśli chodzi o odpowiednie naparstkowe schronienie, powiększanie zbiorów nie napawa mnie już takim przerażeniem. Chociaż, oczywiście znalezienie półki pasującej formą i kolorem do wnętrza pozostaje jakimś tam problemem. Szczególnie, że bardzo ważne jest dla mnie oszklenie. Nie wyobrażam sobie utrzymania w czystości wolnostojącej kolekcji. Poza tym, myślę, że moja niebieska pomocnica zadbałaby o autorskie ustawienie okazów.
* * *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Udało mi się nareszcie upolować jeden z kultowych naparstków Charlesa Hornera w rozsądnej cenie - pokryty srebrem, ozdobiony wzorem w stokrotki, rozmiar 8.
Jak przeczytałam na stronie www.charleshorner.co.uk, w XIX wieku Charles Horner wyszedł naprzeciw zapotrzebowaniom rynku i rozpoczął produkcję biżuterii - złotych i srebrnych naparstków. Większość kobiet wówczas - z chęci bądź konieczności - samodzielnie naprawiała bądź modyfikowała swoje stroje. Srebrne naparstki cieszyły się ogromną popularnościa, jednak szybko okazało się, że nie są zbyt trwałe. Stalowe igły niszczyły albo wręcz przebijały delikatną srebrną powłokę.
We wczesnych latach osiemdziesiątych XIX wieku Charles Horner opatentował względnie prosty pomysł srebrnego naparstka, w którym to - jak w kanapce - pomiędzy srebrnymi warstwami zamknięto stalowe wnętrze. Opatentował swój srebrny naparstek ze stalowym rdzeniem i zastrzegł słynną nazwę hadlową Dorcas - firma rozwkitła dzięki temu "wynalazkowi", sprzedawano tysiące naparstków w Wielkiej Brytanii, a także za granicą.
Charles Horner żył w latach 1837-1896. Dzięki nowatorskiemu wzornictwu oraz smykałce marketingowej, stworzył fundamenty doskonale prosperującego biznesu, który przetrwał obie wojny światowe. Po jego śmierci biznes przejęli synowie Charles Henry Horner i James Dobson Horner. Firma uległa dobrowolnej likwidacji w roku 1984, kiedy to zniknął duży sektor przemysłu brytyjskiego.
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Na półce stoi już kilka naparstków holenderskich, kupionych za grosze na aukcjach internetowych, ze słowem "delft" w tytule lub opisie oferty, jakby słowo to zarezerwowane było dla białej ceramiki bądź porcelany o niebieskim wzorze, najprawdopodobniej ręcznie malowanej.
Tymczasem, w prezencie od Taty, dostałam kilka dni temu prawdziwy naparstek wytwórni N.V. Koninklijke Delftsch-Aardewerkfabriek "The Porceleyne Fles" v/h Joost Thofft & Labouchère (sygnowany: J.T Delft). Naparstek ma piękny, misternie nałożony niebieski wzór i charakterystyczną sygnaturę (kształt garnuszka, napis Delft oraz monogram J.T.) na zewnętrznej stronie.
Przedsiębiorstwo założono w 1653 roku, początkowo pod nazwą De Porceleyne Fles, następnie w latach 1800-1880 było częścią firmy Piccardt & Co., a od 1880 roku należało do Delftsch-Aardewerkfabriek De Porceleyne Fles, Fa. Joost Thooft & Labouchere. W 1903 roku firmę przekształcono w spółkę akcyjną, a obecna nazwa funkcjonuje od 1919 roku.
Miasto Delft położone jest w zachodniej Holandii, na południe od Hagi. Od końca XVI wieku było jednym z głównych europejskich ośrodków produkcji fajansu, a następnie porcelany.
Grupa De Porceleyne Fles B.V. (Royal Delft), której częścią jest N.V. Koninklijke Delftsch-Aardewerkfabriek "The Porceleyne Fles" jest wiodącym producentem autentycznych Delft Blue (niebieski Delft) ozdobnych wyrobów ceramicznych oraz nowoczesnego fajansu. Firma jest aktywna nie tylko jako centrum wiedzy na temat ceramiki, przyjmuje także rocznie około 140 000 turystów z całego świata, którym daje możliwość prześledzenia procesu tworzenia swojej znakomitej ceramiki Delft.
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Do serii wytwórni Franklin Porcelain prezentującej żony prezydentów Stanów Zjednoczonych dołączyło sześć nowych okazów - zdjęcia możecie zobaczyć poniżej. Kolekcja składa się z czterdziestu trzech naparstków, także do kompletu na razie mi daleko - mam dziesięć - ale powolutku, powolutku na pewno się uda.
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Kolekcja wzbogaciła się o trzy nowe okazy niemieckiej wytwórni Reutter Porzellan. Dwa z nich to misie - pan oraz pani - muszę przyznać szczerze, że nie są zbyt urodziwe, ale bronią się sposobem wykonania - ręcznie malowane! Ostatnia zdobycz to naparstek z kwiatowym wzorem, kalkomanią. Wszystkie nowości w charakterystycznym dla tej manufaktury kształcie.
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Nowe zdobycze amerykańskiej wytwórni Franklin Porcelain uzupełniły moją kwiatową serię, która - jak doczytałam - profesjonalnie nazywa się The Flowers of Holland - czyli jednak nie amerykański to zielnik. W sumie kolekcja składa się z dwunastu okazów prezentujących kwiaty wraz z ich botanicznymi, łacińskimi opisami. Całość stworzona została w 1978 roku. Poniżej możecie podziwiać najnowsze skarby.
* * *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
The biggest porcelain manufacture in the world has been located near the biggest European lake and the green hills of the Bakonyan Forest for nearly 180 years now. The company started its activity in 1826 as a small factory employing only a few people…
In 1826 Vince Single founded a manufacture in Herend. Thirteen years later Mór Fisher began to manage it. For almost two centuries of its existence Herend porcelain manufacture employs the finest masters. Over the years, innovative technological solutions were introduced. Masterpieces of arts were created and subtle, unique decorations were designed. In 1851 Queen Victoria fell in love with the Hungarian products.
In 1874, after Móra Fisher’s retiring, his sons took care of the factory and than – in 1896 – his grandson, Jenő Farkasházy. The year later, the manufacture began to accustom young people to artistic professions. After gaining required skills there was a possibility of employment in the factory.
In 1904 Herend manufacture won a gold medal in the World’s Fair in St Louis. After the fair in Chicago in 1933, overseas markets opened for the factory. And in 1981 the manufacture became an independent company. In 1995 Herend as the first European porcelain manufacture was certified ISO 9001 quality certificate.

Since the beginning of the factory, porcelain from the town of Herend delighted aristocracy and art’s experts soon discovered the magic of hand-made trinkets and became returning customers of Herend. 'The white gold' began to accommodate increasingly also in the imperial and royal courts. The most famous clients of the Hungarian factory in XIX century were: Queen Vistoria, Emperor and Hungarian King Franz Joseph and his wife Queen Elizabeth. Also in XX century the Herend porcelain enjoyed unflagging popularity. Among the worldwide celebrities which were captivated by the unique character of subtle products were inter alia: John Paul II, Benedyct XVI, Princess Diana, Lewis Hamilton and Arnold Schwarzenegger.

Herend workshop can manufacture more than 16000 different forms, about 4000 patterns and three variations of each of those patterns. Therefore, theoretically, there is a possibility of creating abort 64 millions of different products. From the very beginning, Herend manufacture was known as the international deliverer of the most beautiful porcelain. Currently, the company cooperates with 60 states from the whole Word. Yearly, about 100000 people visit the manufacture.
Reaching out visitors’ expectations, the Minimanufacture was opened in 1999. It cooperates with Herend Museum which is opened since 1852 (initially, the place functioned as a showroom – created primarily for commercial issues).
In addition to visiting the manufacture and museum, you can also look at the process of porcelain creating, watch a film about Herend history, but also eat a lunch, have a cup of coffee and do some shopping at the company store of course (but be careful, the prices are knockdown!).
In my collection I have one Herend specimen (porcelain thimble: Herend flowers, Herend – Hungary).
Writing this article I used information found at: Herend manufacture site and Wikipedia.
* * *
Pictures of thimbles used in this article – except manufacture’s panorama (from Wikipedia) – are my property.
I kindly ask for not using my articles and photos without permission.
If you have any questions, just write me.
Jak już niejednokrotnie pisałam, wakacje to zawsze doskonały moment na powiększanie kolekcji. Zawsze mogę też liczyć na prezenty z podróży od Znajomych czy Rodziny. Tym razem niespodziankę zrobił mi Kolega z pracy, który buszując po nadmorskich straganach, natknął się na malowany, ceramiczny naparstek. Oto mój 1150 naparstek prosto z Łeby. Dziękuję Jacku :)
Zdjęcie, wykorzystane w tym artykule jest moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
|
|