Sunday, October 22, 2017

Maleńkie dzieła sztuki z Ukrainy

Nareszcie i do mnie dotarły ręcznie malowane naparstki od przezdolnej Oleny Ganich z Ukrainy. Nie było łatwo, bo niestety przesyłka trafiła w wir procedur celnych. W sumie, od momentu wybrania wzorów do otrzymania przesyłki, czekałam dwa i pół miesiąca, ale było warto!


Większość obrazków na naparstkach Oleny przedstawia dzieła znanych malarzy. Obowiązkowo musiałam oczywiście wybrać egzemplarze z motywami szycia czy haftu.


Dzięki podpisom, udało mi się rozszyfrować, jakie dzieła Olena tak pięknie odwzorowała na maleńkich powierzchniach naparstków. Zapraszam Was do zapoznania się z nimi na mojej stronie w zakładce Ukraina.


Pokochałam je wszystkie miłością wielką od pierwszego wejrzenia, ale chyba najbardziej przypadł mi do gustu ten przedstawiający obraz rosyjskiego malarza i grafika Borisa Kustodijewa (1878 - 1927) "Kupcowa przy herbacie". Dopiero, gdy przyjrzałam mu się z bliska, dostrzegłam, że damie towarzyszy kocur, co już bezsprzecznie spowodowało, że w oczach zadeklarowanej kociary stał się absolutnym faworytem!


Olena zaproponowała także namalowanie jakiegoś wzoru specjalnie dla mnie. Postanowiłam wybrać kilka zdjęć Lucynki i tak powstały dwie piękne podobizny mojej rosyjskiej niebieskiej koteczki.


Nie ulega wątpliwości, że prace, które wyszły spod pędzla Oleny, to prawdziwe dzieła sztuki. Nie mam pojęcia jak Ona to robi, ale nie dość, że są obrazki są po prostu fantastycznie namalowane, to wierzyć się nie chce, że powstały na tak niewielkiej, bo niespełna trzycentymetrowej, powierzchni naparstków! Oleno, bardzo, bardzo Ci dziękuję i serdecznie gratuluję wielkiego talentu!

http://naparstek.com.pl/
*  *  *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.

Sunday, October 15, 2017

Naparstki z sercem

Do kolekcji dołączyły dwa wyjątkowe naparstki z Austrii. Na obydwa polowałam już od dłuższego czasu i nareszcie się udało!

Pierwszy, to porcelanowy, ręcznie malowany okaz stworzony w wytwórni Augarten. Minimalistyczne, złote zdobienie nie jest może jakoś bardzo imponujące, ale niewątpliwie niezwykle oryginalne. Naparstek jest zapewne współczesny, ale nie udało mi się niestety ustalić z jakiego okresu może pochodzić sygnatura, poza tym, że używano jej od 1923 roku.



Drugi egzemplarz wykonano z metalu i ozdobiono emalią. Pochodzi z fabryki Arta. Bardzo podoba mi się zdobienie, dlatego ten drobiazg był obiektem moich westchnień. Kiedy trafił w moje ręce okazało się, że dodatkowo ma bardzo przyjemny, niewielki rozmiar. W jego przypadku również mam wiele znaków zapytania, a to jeśli chodzi o historię fabryki czy technikę zdobienia.


Zapraszam Was do przyjrzenia się naparstkom na mojej stronie w zakładce Austria. Jeśli wiecie coś więcej o moich nowych skarbach, zapraszam do komentowania albo kontaktu e-mailowego.

http://naparstek.com.pl/
*  *  *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.

Tuesday, October 10, 2017

Finlandia - nowy kraj na mapie mojej kolekcji

Zostało mi do pokazania jeszcze kilka zaległych okazów, dlatego - mimo, że chwilowo (mam nadzieję) zostałam bez aparatu - pokażę Wam coś nowego! Tym razem, będzie to zarówno nowy naparstek, jak i nowy kraj na mapie mojej kolekcji naparstków.

Niełatwy do zdobycia egzemplarz z Finlandii udało mi się upolować na jednej z aukcji internetowych. Metalowy naparstek zdobią, całkiem udane, podobizny renifera i łosia.


Na zakończenie zapraszam do wysłuchania okoliczościowego utworu :)

http://naparstek.com.pl/
*  *  *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.

Saturday, October 07, 2017

Egzoteryczny Poznań

Dzisiaj mam dla Was bardzo długi wpis z wieloma zdjęciami, a to dlatego, że nie mogłam się zdecydować, które Wam pokazać. Mam nadzieję, że po jego przejrzeniu zrozumiecie dlaczego...

Po naszej pięknej zeszłorocznej wyprawie planowaliśmy po raz drugi wybrać się do Wrocławia. Jednak szperając po stronach internetowych, natknęłam się na zapowiedź wyjątkowej wystawy... w Poznaniu. Tak to nasze plany uległy zmianie, dzięki czemu zwiedziłam wspólnie z Mężem kolejne, piękne polskie miasto.


Nasze zwiedzanie, tak jak zawsze, opierało się na spacerowaniu, spacerowaniu i jeszcze raz spacerowaniu. Przez cały pobyt w Poznaniu towarzyszyła nam złota polska jesień. Trafiliśmy idealnie, bo w poprzednim tygodniu w całym kraju królowały plucha i chłód.

Pierwszym punktem wycieczki, ze względu na swoje położenie, był stary ogród zoologiczny. Jak się okazało, o tej porze roku wstęp do tego urokliwego miejsca jest bezpłatny. Zakupiliśmy jedynie bilety do pawilonu gadów, płazów i ryb.





Stare ZOO to, obok wrocławskiego, jeden z dwóch najstarszych ogrodów zoologicznych w Polsce. Spacerowaliśmy w promieniach słońca pomiędzy starymi, w części (być może ze względu na porę roku) pustymi wybiegami. Co roku staramy się odwiedzać ZOO. W tym roku, udało się zaliczyć nie tylko to warszawskie. Serdecznie Wam polecam takie wyprawy, bo każdy ogród jest inny, może poszczycić się różnymi, wyjątkowymi mieszkańcami i innymi rozwiązaniami na wybiegach.


Miasto, jak zawsze, zwiedzaliśmy po swojemu, tak, jak oboje lubimy. Przebyliśmy na piechotę kilometry po ulicach i uliczkach miasta. Fotografowałam przepiękne, stare kamienice, z których wiele zyskało nowe życie poprzez imponujące renowacje, ale także nowe, industrialne przestrzenie.



Odwiedzaliśmy knajpki i kawiarnie, zasmakowaliśmy lokalnej kuchni, pomachaliśmy koziołkom i odwiedziliśmy Rogalowe Muzeum, które gorąco Wam polecam (dawno tak się nie uśmialiśmy, świetna zabawa i fantastyczna atmosfera).





Byliśmy na Placu Wolności, w Parku Cytadela oraz na Placu Adama Mickiewicza. Mijaliśmy Muzeum Narodowe, Uniwersytet Ekonomiczny, Akademię Muzyczną i Filharmonię Poznańską, znaną między innymi z Chóru Chłopięcego i Męskiego Filharmonii Poznańskich "Poznańskie Słowiki".



Niemalże z okna widzieliśmy Stary Browar, a na dalszy spacer udaliśmy się nad Wartę i na Ostrów Tumski.



Już pierwszego dnia naszą uwagę zwrócił, wybudowany dla ostatniego cesarza niemieckiego i króla Prus Wilhelma II, przepiękny Zamek Cesarski.  Budowę zakończono w 1910 roku. Obecnie gmach jest siedzibą Centrum Kultury Zamek.



To właśnie odbywająca się w Centrum Kultury Zamek wystawa Frida Kahlo i Diego Rivera. Polski kontekst była powodem obrania Poznania jako kierunku naszego jesiennego urlopu. Na wystawie prezentowane są prace dwojga malarzy - Fridy Kahlo oraz jej męża Diego Rivery z kolekcji Jacquesa i Natashy Gelmanów, a także z kolekcji prywatnych i muzeów w Meksyku, Niemczech i Polsce.



Można podziwiać także prace autorstwa Bernice Kolko oraz Fanny Rabel. Część wystawy jest poświęcona Wystawie Sztuki Meksykańskiej, która odbyła się w Polsce w 1955 roku. Można obejrzeć również prace współczesnych artystów inspirowane twórczością Fridy Kahlo.



Historią Fridy zainteresowałam się kilka lat temu za sprawą filmu "Frida", w którym w tytułową rolę wcieliła się znakomita Salma Hayek. Zresztą przed wyjazdem do Poznania obejrzeliśmy go raz jeszcze. Marzyłam o zobaczeniu na żywo prac Fridy. Chciałam z bliska przyjrzeć się jej malarstwu. Zobaczyć bogactwo kolorów. To, co zafascynowało mnie w jej twórczości to kontrast pomiędzy, przestawianym na wielu z jej obrazów, niewyobrażalnym cierpieniem, które było jej udziałem a pięknymi, pełnymi kolorów tłami i strojami. Intencją państwa Gelmanów było zgromadzenie prac pozbawionych dramatycznych treści z życia artystki, dlatego mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję zobaczyć jeszcze tę smutną odsłonę Fridy. Nie będę się rozpisywać o tym, co widziałam. Namiastkę prezentują moje zdjęcia. Mogę tylko gorąco Was zachęcić do odwiedzenia Centrum Kultury Zamek. Wystawa będzie trwała do 21 stycznia 2018 roku.



Podczas naszej wyprawy do Poznania, odwiedziliśmy również nowe ZOO, które mieści się na obrzeżach miasta. Urzekło nas jego niezwykłe położenie i ogromna przestrzeń. Przechadzaliśmy po ogrodzie zoologicznym czy może po leśnych dróżkach?




Wybiegi są malowniczo położone i bardzo duże. Mimo ich sporych rozmiarów, zwierzaki są dobrze widoczne, bo większość wybiegów ulokowana jest na wzniesieniach. Na uwagę na pewno zasługuje fantastycznie zaprojektowana przestrzeń dla słoni.




A to już ostatnie zdjęcie, na którym mój aparat i wieloletni towarzysz podróży, działań twórczych i naparstkowych, odmówił współpracy. Teraz jest w rękach pana specjalisty od napraw sprzętu i mam nadzieję, że mój aparat otrzyma nowe życie i będzie mi służył przez kolejne lata.


Na zakończenie jeszcze udokumentowana sprawczyni tych licznych fotografii (mam nadzieję, że wytrwaliście) oraz fotka moich nowych zdobyczy, z braku aparatu wykonana telefonem. Naparstki pojawią się na pewno na mojej stronie, jak tylko odzyskam aparat!



Ciekawa jestem czy zaintrygowała Was moja relacja? Byliście w Poznaniu? Wybieracie się? Może przyciągnie Was wystawa Fridy? Tyle jest niesamowitych miejsc w Polsce, tyle mam planów i pomysłów... A jakie są Wasze ulubione miasta w naszym pięknym kraju?

http://naparstek.com.pl/
*  *  *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Related Posts with Thumbnails
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com