Thursday, June 15, 2017

Fabryka Porcelany AS w Ćmielowie i Żywe Muzeum Porcelany

W ramach naszych sandomierskich wojaży odwiedziliśmy między innymi Fabrykę Porcelany AS w Ćmielowie, a tam istniejące już od ponad 10 lat Żywe Muzeum Porcelany. Mieliśmy wyjątkową okazję zwiedzania w kameralnym, pięcioosobowym gronie.


Przed gmachem znajdują się (moim zdaniem osobliwej urody) figury małp. Zwierzęta te upodobał sobie dyrektor manufaktury. Ich motyw towarzyszył nam podczas całego zwiedzania. Mnie zaciekawiło ich przedstawienie na ścianie w... toalecie. Ta prezentacja bardzo przypadła mi do gustu, aż szkoda, że tylko niektórzy mogą ją zobaczyć.


Z informacji przekazywanych przez przewodnika, uzupełnionych przez krótkie filmy, mogliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o historii fabryki i o procesie powstawania porcelany, który po dziś dzień przebiega bez użycia maszyn.

Pierwszym krokiem jest odpowiednie przygotowanie masy. W jej skład wchodzą kaolin, kwarc oraz skaleń w odpowiednich proporcjach, które są tajemnicą wytwórni. Gotowa masa wlewana jest do formy, cienką warstwą oblepia jej ścianki a nadmiar mieszanki jest wylewany.


Kolejnym etapem jest wypalanie przedmiotów zamkniętych w formach. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć figurkę wyjętą z formy po kilku godzinach od uzupełnienia masą, jeszcze przed wypaleniem.


Na kolejnych fotografiach widać, jakie cuda mogą się zadziać wewnątrz pieca. Dowiedzieliśmy się, że trudno jednoznacznie określić przyczynę takich efektów. Nie wynikają one jednak raczej z błędów popełnianych przez pracowników. Winą należy obarczyć raczej fizykę i chemię.


Wypalone przedmioty są następnie dekorowane. Podczas naszego spaceru mogliśmy podziwiać artystkę przy pracy. Podglądaliśmy jak ozdabia figurkę aniołka. Fabryka słynie z tego, że większość przedmiotów jest wykonywana i dekorowana ręcznie. Jedynie do części prac wykorzystuje się specjalne kalkomanie (widoczne na ostatnim ze zdjęć poniżej).

Na pierwszym zdjęciu znajdziecie odpowiedź na pytanie, jak odróżnić porcelanę od nie-porcelany (na przykład fajansu). Ze względu na skład masy porcelanowej, a także mając na uwadze niezwykle cienką warstwę materiału, jaka tworzy się podczas wypełniania masą form, przepuszcza ona światło.



Fragment wystawy poświęcono panu Bronisławowi Kryńskiemu, przedwojennemu współwłaścicielowi fabryki w Ćmielowie i chemikowi, który stworzył przepis na różową porcelanę. Niestety profesor stracił życie w obozie koncentracyjnym i przez lata podejrzewano, że porcelanowa receptura przepadła bezpowrotnie. Pomimo wielu prób, nie udało się jej odtworzyć. Dopiero dzięki córce pana Bronisława, Zofii Kryńskiej, która przekazała zapiski taty, z sukcesem udało się odtworzyć magiczny skład i dziś różowa porcelana jest dumą ćmielowskich zakładów.

O tej niesamowitej historii możecie poczytać na stronie manufaktury, a na zdjęciu poniżej Mąż prezentuje talerzyk w przekroju. Doskonale widać, że nie jest to tylko wierzchnia warstwa różowego barwnika


Ostatnim etapem zwiedzania była wystawa poświęcona historii porcelany oraz światowej porcelanie. Na zdjęciu poniżej część ćmielowskiej kolekcji z lat sześćdziesiątych XX wieku. Żółta filiżanka skradła moje serce. Jak sprawdziłam już po powrocie, wzór wykorzystywany jest do dziś, a pochodzi z 1962 roku.


Ciekawym, zabawnym, a zarazem przygnębiającym akcentem na zakończenie zwiedzania, były podróbki inspirowane oryginałami z Ćmielowa. Na pierwszym planie znajdują się figurki sygnowane znakiem AS, a za każdą z nich czai się, mniej lub bardziej udana, "kopia".



I to już koniec mojej wakacyjnej porcelanowej relacji. Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu. Jeśli będziecie w tych okolicach, odwiedźcie koniecznie progi ćmielowskiej manufaktury. Na blogu możecie przeczytać również o tym, że w Ćmielowie istnieją dwie wytwórnie porcelany. Podczas naszej wycieczki dowiedzieliśmy się, że specjalnością Fabryki Porcelany AS Ćmielów są wytwarzane i malowane ręcznie figurki, natomiast Zakłady Porcelany Ćmielów skupiają produkcję na serwisach porcelanowych.

http://naparstek.com.pl/
*  *  *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.

Sunday, May 28, 2017

Głowy, głowy i jeszcze raz głowy

Miały być na wymianę, ale po analizie inicjałów na tyłach naparstków okazało się, że zostanie ze mną aż dziesięć z czternastu wizerunków stworzonych przez brytyjską manufakturę Tony Wood. Cztery poleciały już daleko, daleko w ramach wymiany.

Wszystkie nowe głowy możecie obejrzeć na mojej stronie w zakładce Serie naparstków w folderze Tony Wood - głowy. Po ostatniej dostawie jest tam już 36 pozycji!





Dołączył czwarty opalacz węgla, drugi sędzia, drugi dziedzic, trzeci kochanek, trzeci urzędnik, trzeci doktor Johnson, drugi Earl Howe oraz drugi muzyk (powyżej zaprezentowani w kolejności, w jakiej ich tu przywołałam).


Pojawiła się także jedna nowa postać - marynarz oraz - ciekawostka - niezidentyfikowana postać męska, stworzona w 1987 roku przez artystę o inicjałach J.F.

Polecam Wam przyjrzenie się tym "niby duplikatom", czyli tym samym twarzom, ręcznie malowanym dłonią innego artysty, co możecie prześledzić zerkając na podpisy autorów na tyłach naparstków (drugie zdjęcie przy każdym okazie na stronie kolekcji).

http://naparstek.com.pl/pl/
*  *  *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.

Wednesday, May 24, 2017

Ścieżkami Sandomierza

Urlop, urlop i już po. I wiecie, co Wam powiem? Znowu było fantastycznie, ponownie na polskich ścieżkach, tym razem w Sandomierzu. Pogoda dopisała, jak na zamówienie, bo przecież dzień przed wyjazdem było jeszcze wielce nieprzyjemnie.


Bardzo lubię te nasze wyjazdy. Na szczęście uwielbiamy spędzać czas w podobny sposób. Oboje nie wyobrażamy sobie weekendowych wypadów na rynek i kawę. Chociaż oczywiście rynek i kawa są obowiązkowe. Ale jak już wyprawa, to na całego. W Sandomierzu spędziliśmy tydzień.

Poniżej możecie obejrzeć kilka zdjęć z naszego urlopu. Jest tu rynek z ratuszem oraz studnią, mieszczący się na skarpie wiślanej, przepiękny zamek królewski, w którym siedzibę ma warte uwagi Muzeum Okręgowe, polne dróżki z napotykanymi po drodze stworami, obowiązkowy punkt programu, czyli wystawa "Świat Ojca Mateusza" (polecamy, świetna zabawa!) oraz wąwóz Królowej Jadwigi.








Odwiedziliśmy także kilka okolicznych miejscowości. Udaliśmy się między innymi do Baranowa Sandomierskiego, żeby zobaczyć renesansowy zamek,...


...do Ujazdu, gdzie mieszczą się ruiny zamku Krzyżtopór...


oraz do Opatowa na krówki.



Byliśmy także w Ćmielowie, ale o tym w osobnym wpisie...



Do Warszawy przyjechały ze mną pamiątkowe naparstki, które poczekają teraz w kolejce do zaprezentowania na stronie kolekcji. Tymczasem, możecie je podziwiać w komplecie na zdjęciach powyżej.

http://naparstek.com.pl/
*  *  *
Zdjęcia, wykorzystane w tym artykule są moją własnością.
Proszę o niewykorzystywanie tekstów i zdjęć bez mojej zgody.
W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt drogą elektroniczną.
Related Posts with Thumbnails
 
speedbloggertemplate.co.cc. Powered by Blogger.com